A dzisiaj, po przerwie, znowu pogaduchy.
Tym razem o komiksie "N.E.S.T." (fragmenty do zobaczenia na digarcie) i róznych inspiracjach. Po pierwsze, album się robi (powolutku, ale sukcesywnie), po drugie, z wydawcą nie powinno być problemu, a po trzecie, technika, w której jest rysowany (podobnie jak prezentowane na blogu paski), różni się subtelnie od pozornie wykonanych w ten sposób komiksów (wiem, wiem, wszyscy porównują to z Ottem). W moim przypadku rysunki wykonywane są czarnym tuszem a następnie "odwracane" (jak negatyw) podczas skanowania. Z tego co wiem nikt nie jest na tyle walnięty w czapke żeby robić to w taki sposób, niemniej trochę ludzi uzyskuje podobny efekt stosując różne techniki.
Dla ciekawskich kilka nazwisk do "wygooglania"
-Lynd Ward, autor "nowel graficznych" wykonanych w technice drzeworytu w latach 30-tych XX wieku (wtedy nie nazywano tego komiksem, a określenie "graphic novel" twórcy komiksów sprytnie dostosowali sobie znacznie później), na siecie można zobaczyć spore fragmenty takich jego publikacji jak "Vertigo" czy "Madman's drum".
-Andreas i jego "Reveletions posthumes", autora nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, jednak album wart jest szczególnej uwagi.
-Eric Drooker, amerykanin, który na codzień robi rewelacyjne, kolorowe okladki dla "New Yorkera" a jednocześnie wydlubuje i wydrapuje świetne "nieme" albumy komiksowe takie jak "Flood!" czy "Blood Song".
-Tomas Ott, wiadomo
-Michał Elwiro Andriolli, czyli maizga graficzna w krajowym wykonaniu, we Francji kontynuowal prace Gustaw Dore, a u nas znany przedewszystkim z ilustracji do "Pana Tadeusza".
-Piotr Dumała, kolejny Polak, wydrapal w gipsie takie filmy jak "Franz Kafka" czy "Zbrodnia i kara" (zrobil z tego również komiks wydany prze Świat Literacki w postaci 8 stron o rozmiarach 37 cm na 54 cm).
i to tyle na dzisiaj, milego grzebania po sieci.